|


Autorem wszystkich zdjęć na tej stronie
jest ks. Jerzy Ptach
Żebrzący pies w Zakopanem na Krupówkach.
>>>>>> DODAJ KOMENTARZ:
- Czy ten pies w ogóle widział kiełbasę?
- Na kiełbasę? Na wódkę.
- Super! Może podsuniemy ten pomysł naszemu kotu. RP
- Widziałem tego psa. Tabliczki są zmieniane /zbieram na kości i piwo/.
On tu już od kilku lat... AS
- Jaki on musi być samotny wśród tłumu ludzi. JP
- Trochę może pośpieszyliśmy się z komentarzem. To było na gorąco! Ten
pies ma naprawdę smutne oczy... RP
- Gdyby ten biedny pies mógł mówić, powiedziałby co myśli o ludziach. JP
- Na zabiedzonego nie wygląda, ale jest smutny. Wrzucane pieniądze nie
dają więc radości. - Co człowiek nie wymyśli. MB
- Pies bardzo ładny - zapewne jego prośba zostaje wysłuchana w 100%. Aby
tak nas wspomagano. RJ
- Smutek w oczach psa jest nadzwyczaj wymowny. Ma dość swego właściciela
i czeka na nowego, lepszego; może być biedny ale z wielkim sercem. Czy pieskie życie musi być aż takie
ciężkie??? MG
- Sam bym wrzucił do puszki, ale muszę być 100% pewny, że gdy zje
kiełbasę, to pogryzie dość dotkliwie swojego rzekomego właściciela. MG
- Ta fotografia daje dużo do myślenia.... ten pies jest po przejściach,
nasuwają się różne myśli...., ale jedno jest pewne - to zdjęcie wydusza
ze mnie łzy....., w JEGO oczach kryje się tęsknota, ból, strach, smutek,
prośba by GO ktoś przygarnął.... SK
- Posadzić psa by żebrał to po prostu świństwo mówiąc delikatnie. Pies
rzeczywiście jest smutny. KP
☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼

(...) pies jest czymś więcej niż naszym towarzyszem. Może stać się
ważną, czasami wręcz niezbędną częścią naszego życia. Może być nam tak
potrzebny, jak potrzebna jest nam przyjaźń innych ludzi; czasami nawet
bardziej, gdyż jego przyjaźń bywa niezawodna i straszliwie, żenująco
bezinteresowna. Takiej przyjaźni my, ludzie, nie jesteśmy zwyczajni,
takie uczucie bardzo rzadko bywa naszym udziałem".
Stanisław Głąbiński

„IM BARDZIEJ POZNAJĘ LUDZI,
TYM WIĘCEJ DOCENIAM SWEGO PSA”.
- przysłowie portugalskie:

"IM BARDZIEJ POZNAJEMY ZWIERZĘTA,
TYM BARDZIEJ KOCHAMY LUDZI"
- o. Leon Knabit OSB


"Kup sobie psa. To jedyny sposób,
abyś mógł
nabyć miłość za pieniądze".
-
św. Augustyn

Psy maja też swe miejsce w Piśmie św.
Jest o nich mowa aż 43 razy. W księdze Tobiasza pies towarzyszy Tobiaszowi
w drodze wraz ze św. Rafałem Archaniołem: „I poszedł chłopiec, a razem z
nim anioł, a także i pies wyszedł z nim i podróżował razem z nimi”.
(Tob.6,1), „I wyruszyli obaj wspólnie.
... A pies biegł z tyłu za nim i za Tobiaszem”. (Tob 11,4)
W przypowieści o Bogaczu i Łazarzu „Psy przychodziły i lizały jego
wrzody”. Łk 16,21
Gdy do Syrofenicjanki Pan Jezus powiedział: „Niedobrze jest zabrać chleb
dzieciom a rzucić psom, ona odrzekła: Tak, Panie, lecz i
szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołu ich panów”. (Mt
15,26-27)

Psy zaczarowane Biblią.
To był bardzo piękny dzień rekolekcji zakonnych w Dębkach (koło
Żarnowca) nad morzem. Spokojny tryb życia na rekolekcjach uspokajał
mnie. Modlitwa i Słowo Boże były jak woda na wysuszonej ziemi. W czasie
wolnym
zrobiłem sobie dość długi spacer brzegiem morza. Prawie bezchmurne
niebo, szum fal, długa plaża, a ja z moim Panem. To jest to czego mi
było trzeba - wreszcie "święty spokój". Kiedy mijałem stojące na plaży
kutry rybackie wyskoczyły z nich dwa duże psy. Wyglądały bardzo
groźnie. Zablokowały mnie. Jeden stanął przy jednej, a drugi przy
drugiej mojej nodze. Oniemiałem. Stałem bez ruchu, a one szalały z
wściekłości. Wydawało mi się, że wystarczy mój jeden ruch, a pogryzą
mnie. Nie wiedziałem co robić. Rozejrzałem się czy ich właściciel nie
mógłby mnie wybawić, ale nikogo nie było. Odczekałem chwilę i wolno
wyjąłem z kieszeni małą Biblię. Bardzo delikatnie wyciągnąłem ją w
kierunku jednego z nich, a one obydwa powąchały i jak zaczarowane po
prostu w ciszy odeszły sobie. Poczułem ulgę. Wyglądało to tak jakbym
wyjął paszport i po wylegitymowaniu był upoważniony, aby iść dalej.
Trochę śmieszne, ale dla mnie była to okazja do refleksji: Biblia, Słowo
Boże jest dla mnie paszportem do przekraczania różnych granic, do
pójścia dalej i do stawania się wolnym. Chwała Panu! /o. Piotr Kleszcz –
Dębki 12.10.2004/
ANIOŁ I PIES
ks. Jan Twardowski
Sprawiedliwy Tobiasz – o czym mówi Księga Tobiasza – został nagle
dotknięty strasznym kalectwem. Nie załamał się w wierze. Do końca ufał
Bogu.
Czy czytając jego historię zauważyliśmy, że młodego Tobiasza w trudnej
podróży i ciężkich przeżyciach prowadził anioł i pies?
„I poszedł chłopiec, a razem z nim anioł, a także i pies wyszedł z
nim i podróżował razem z nimi” (Tob. 6,1). Nie dwóch aniołów – jeden
po lewej, drugi po prawej stronie – ale właśnie anioł i kundel. Anioł i
pies. Jeden i drugi doprowadzili go do domu rodzinnego, aby wszyscy
razem cieszyli się z uleczenia ojca.
Rozumiemy, że poprzez świat prowadzi anioł – zwłaszcza anioł Tobiaszowy,
zwany po hebrajsku Rafael, to znaczy: „Bóg leczy”, po polsku
Rafał, patron wszystkich chorych, podróżujących i wszystkich tych,
którzy szukają dróg. Do Boga prowadzą wzniosłe książki, wzniosła nauka,
wzniośli ludzie, ale jak może prowadzić pies? Tymczasem Stara Księga
wspomina, że pies tak samo prowadzi.
Chcemy być aniołami i przypinać sobie białe skrzydła. Na psa nieraz
patrzymy z lekceważeniem; czasem traktujemy go jak zabawkę. Czy jednak
możemy się od psa, nie tylko od anioła, czegoś nauczyć?
W ogóle cały świat zwierząt, wszystkie psy po kolei, koty, królik, który
śpi w czasie upału pod progiem wiejskiego domu, prowadzą nas do Boga,
wzruszają i zachwycają swoją prostotą i wiernością.
Pies razem z Tobiaszem i aniołem, jak poseł przybiegł do domu.
Czy potrafimy, radując się tak jak pies, machać ogonem? Zupełnie
bezinteresownie, tylko dlatego, że ktoś przetrwał długą podróż, ufał
Bogu, dotrwał do końca i wrócił do domu, gdzie zdarzył się cud? Tak
często chcemy, żeby ktoś przed nami machał ogonem, ale sami służymy jak
pies ze spuszczonym ogonem. Służymy, ale narzekamy, że nas traktują jak
psa, pogardzają, ciągną do budy, dają byle co do jedzenia.
Uczmy się od aniołów, wzniosłych stworzeń, ale uczmy się także od
zwykłego psa – jego wierności, wielkiej prostoty, bezinteresowności w
służbie dla człowieka.

U Ojców
Kościoła
pies liżący rany – to kaznodzieja, który swoim
językiem (dokł. słowem Bożym) oczyszcza dusze ludzkie z grzechów.
Wg legendy, matka św.
Dominika miała sen przed jego urodzeniem; urodziła małego pieska,
czarnego w białe łaty. Ów piesek, płomieniami wydobywającymi się z
pyska, miał oświecić cały świat.
Nazwę zakonu Dominikanów (na pół żartobliwie, na pół złośliwie)
tłumaczono jako Domini canes - psy Pańskie.
W malarstwie
spokojnie leżący mały piesek oznacza wszelkie wierne Bogu stworzenie
(por. obrazy trzech króli); w malowidłach przedstawiających pary
małżeńskie (np. Zachariasz i Elżbieta) pies symbolizuje wierność
małżeńską.
POKAŻ MI TWOJEGO PSA
A POWIEM CI KIM JESTEŚ
- Stanisław Smreczyński /słynny zoolog/
@
KTO KOCHA ZWIERZAKI,
TEN MA CHARAKTER NIE
BYLE JAKI
- ks. Andrzej Skwarczek

CZY WIESZ, ŻE ...
Panuje przekonanie, że jeden rok życia psa odpowiada siedmiu latom życia
człowieka. Nie jest to dokładnie przeliczone, bo:
· 6-8 miesięcy życia psa odpowiada 10-13 latom życia człowieka;
· roczny pies ma w skali ludzi 24 lata;
· 3-letni pies ma wiek odpowiadający 28 latom człowieka;
pięć lat życia psa odpowiada około 36 latom życia człowieka;
· 8 lat psa odpowiada 48 latom człowieka;
· 12 lat psa odpowiada 64 latom człowieka (wiek emerytalny);
· 16 lat psa odpowiada 80 latom człowieka.
Wniosek z tego, że 8-9 letniego psa należy traktować jak 50-latka, a
12-letni pies nie powinien już długo biegać w chłodzie i deszczu, bo jest
w zaawansowanym wieku i łatwo może się nabawić reumatyzmu.
------------------------------------------
Najdłuższy udokumentowany czas życia psa to 29 lat, najstarszego kota
uśpiono w 34. roku życia, a krowa o imieniu Modoc dożyła niemal
osiemdziesiątki. Natomiast przeciętny osiągany dziś bez trudu wiek psa
średniej wielkości to 14 lat.

Dziecko pyta ks. Jana Twardowskiego: Czy mój pies pójdzie do nieba?
- A co to by było za niebo bez psa? – odpowiedział poeta.
Więcej na ten temat znajdziesz na końcu tej strony: Z ŁAPAMI DO NIEBA

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
E K U M E N I A
Uczmy się od nich

PRZYJAŹŃ /xjp/
Kotek mały, szary – bury
nie znał jeszcze ludzkich obyczajów,
a że zimno było i padało
wszedł do budy psa groźnego.
Ten zdziwiony takim stanem
zapomniał, że są ludzkie przepisy,
że pies z kotem nie przestaje.
Nie patrząc na to, co ludzie powiedzą,
wyszedł z budy na deszcz – moknąc cały.
Wnet przełamał ludzkie obyczaje -

wspólnie w budzie zamieszkali.
I tak – wielka przyjaźń powstała;
zaś ludziom – dobry przykład dali,
że aż warto, by ich naśladowali.


~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Współczesny malarz Jerzy Duda Gracz
w „Golgocie Jasnogórskiej” umieszcza psa.
Podczas II upadku PIES pełen smutku siada przed Jezusem.
Wyciąga łapę, jakby chciał Panu Jezusowi pomóc.
A może chce Mu podziękować za...?


Obraz w bazylice w sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w LICHENIU ----->
<----- Obraz w zabytkowym kościele w Runowie Krajeńskim

Portret w Muzeum Okręgowym w Pile ---->

<------ Niesienie Krzyża /Hans Memling/
MODLITWA PSA

(Carmen Bernos de Gasztold)
Panie,
waruję na straży!
Beze mnie,
kto będzie strzegł ich domu?
Pilnował ich owiec?
Kto będzie wierny ?
Nikt – prócz Ciebie i mnie –
nie wie, czym jest wierność.
Mówią mi: „Dobry piesek! Grzeczny piesek!”

To tylko słowa...
Klepią mnie,

rzucają mi stare kości
i bardzo się niby cieszę...
Przyjmuję wszystko,
bo oni myślą, że jest mi dobrze.
Czasem ktoś mnie kopnie,
gdy mi wejdzie w drogę.
Przyjmuję i to, bo cóż mi szkodzi!
Waruję na straży!
Panie, nie daj mi umrzeć,
dopóki cokolwiek mi grozi.
Amen.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
KŁUSOWNIK I PIES

Razu pewnego sarenka mała
przez kłusownika sierotą została;
po lesie błądzi samotnie
biedula mała, marznie i moknie.
Tęskni okropnie i strasznie płacze,
czy cię matulu kiedyś zobaczę?
Przyjdź, gdzie nasza rzeczka,
przyjdź, daj napić się mleczka.
Została sama, choć taka mała,
szukała mamy, przytulić się chciała,
szukała ciepła swojej matuli,
kto ją obliże, kto przytuli?
Aż pewnej chwili stanęła wryta,
naprzeciw stanął potężny Brytan.
To imię psa, którego widzi;
pies zaskomlał, może się wstydzi.
Podaje łapę, macha ogonem,

ostrożnie stąpa w sarenki stronę.
Oblizał pyszczek, oblizał nogi,
od razu się zrobił nastrój błogi.
Zaczęli brykać razem po lesie,
pies szczeka basem, aż echo niesie.
Sarenka kwili jak małe dziecię,
bądźcie cichutko, to ich znajdziecie.
Refleksja sama nasuwa się ta,
że człowiek gorszy nawet od psa.
- Jerzy Żołędziowski

CZEKANIE (Mt 13,33-37)

Patrz na psa uwiązanego przed sklepem;
o swym panu myśli;
i rwie się do niego;
na dwóch łapach czeka;
pan dla niego podwórzem, łąką, lasem, domem;
oczami za nim biegnie;
i tęskni ogonem;
pocałuj go w łapę,
bo uczy jak na Boga czekać.
NA
WAKACJE
Pozbawić go
rodziny, domu i roboty.
Wypchnąć za drzwi i zniknąć jak sen jaki złoty,
żeby zginął z pragnienia, głodu i tęsknoty...
To kara godna zdrajcy, łotra i idioty.
To, co on – zrobić jemu. Ale się zastanów:
Kto by mu tak odpłacił – miałby świętą rację,
lecz żaden pies nie zrobiłby tak swemu panu,
jak swym psom robią „ludzie”,
jadąc na wakacje.
- Marek Majewski

NAPIS NA PSIM CMENTARZU:
„Tu spoczywa mój wierny Reksio,
który nigdy nie szczekał za moimi plecami”.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
UŚMIECHNIJ SIĘ
HIGIENA
Nauczycielka mówi na
lekcji o miłości do zwierząt i podkreśla konieczność higieny: zbyt
bliskie kontakty ze zwierzętami
mogą powodować choroby. Odzywa się
Jędruś:
- A prose pani, moja
babka to pięć psów miała, i jadła z nimi z jednej miski.
No i babka do teraz zyje, a psy pozdychały!
PCHŁY
Pewien facet
wsiadł wraz ze swoim psem Hektorem do autobusu i stanął obok eleganckiej
damy. Ta popatrzyła na psa
i cedzi przez
zęby: - Niech pan zabiera tego kundla, bo pchły mi już skaczą po
nogach... – Hektor, natychmiast odsuń się
od tej pani! Ona
ma pchły!
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozmawiają dwa psy:
- Wiesz, tak wytresowałem mojego pana, że jak mu podaję łapę, to on mi
daje swoją...
Podczas kolędy starsza samotna kobieta częstuje księdza kawą i plackiem.
Placek był wspaniały. Rozmowa toczyłaby się bez przeszkód gdyby nie pupil
gospodyni – mały, ale bardzo hałaśliwy kundelek. Przejawiał wyraźnie
nieprzyjazne zamiary wobec księdza. Warczał i ujadał na przemian; usiłował
nawet złapać zębami sutannę. Właścicielka bez skutku usiłowała zamknąć go
w kuchni.
- Niech się ksiądz nie gniewa na mojego Czarusia – powiedziała z
rozbrajającym uśmiechem.
- Czaruś jest trochę zdenerwowany na księdza. On nie lubi jak gościom
podaję placek na jego talerzyku.
Weterynarz dzwoni do Kowalskiej:
- Jest tu u mnie pani mąż z psem i prosi o uśpienie. Zgadza się pani na
to?
- Oczywiście, psa może pan potem puścić wolno - zna drogę do domu.
Myśliwy mówi do kolegi:
- Podobno sprzedałeś swego psa myśliwskiego, którego tak bardzo lubiłeś?
- Tak. Ostatnio był nie do wytrzymania. Ilekroć opowiadałem historie z
moich polowań, kręcił przecząco łbem.
Na egzaminie z informatyki profesor z widocznym niesmakiem słucha
niedorzecznych odpowiedzi studenta. W pewnym momencie zwraca się do swego
psa leżącego pod biurkiem:
- Azor! Wyjdź, bo zgłupiejesz!
Na
przyjęciu gospodarz domu oznajmia gościom:
- A teraz mój pies zaśpiewa państwu swoją ulubioną arię.
Goście ukradkiem pukają się w czoła, że pewnie gospodarz za dużo wypił.
Jednak do pokoju wchodzi pies i zaczyna śpiewać wspaniałym barytonem.
Goście są oszołomieni.
- Ten pana pies ma wielki talent! Powinien śpiewać w operze! Niech go pan
zapisze na studia muzyczne!
- Próbowałem, ale on się uparł. Chce zostać marynarzem...
Przychodzi pies do restauracji:
- proszę lody truskawkowe.
Zdziwiona sprzedawczyni mówi do koleżanki:
- Patrz! Pies zamówił lody truskawkowe.
- Tak, to dziwne, zawsze brał czekoladowe.

Wyją dwa psy do księżyca. Po dłuższej chwili jeden mówi do drugiego:
- A ty myślisz, że tam ktoś mieszka?
- No jasne – przecież tam się cały czas świeci!

Rozmawia dwóch
policjantów:
– Co to za pies?
– Jamnik.
– Myślałem, że przyprowadzisz psa policyjnego...
– On jest tajniakiem!
Ratownik – Czy
wiesz, że mój pies uratował mi życie?
– W jaki sposób?
– Gdy leżałem w szpitalu, nie dopuścił do łóżka żadnego lekarza.
Turysta pyta
się bacy:
- Dlaczego wywiesiliście tabliczkę na drzwiach "uwaga pies" jeśli macie
małego niegroźnego szczeniaka?
- No widzi panocek, już kilka razy mi go zdeptali...

Na furtce
wywieszono napis:
"Uwaga, zły pies!"
W nocy ktoś dopisał: "Ale bez zębów".
Rano pojawił się nowy: "Ale zamemla na śmierć".
Na innej furtce
pod napisem: "Uwaga, zły pies"
ktoś dopisał:
"A właściciel jeszcze gorszy"

Na polowaniu myśliwy opowiada drugiemu:
- Słuchaj, mam takiego dziwnego psa. Za każdym razem, jak spudłuję, ten
rzuca się na ziemię, łapy w górze i rechocze ze śmiechu.
- A co robi, jak trafisz?
- Nie wiem, mam go dopiero od trzech lat.
Jaś wchodzi
do sklepu i mówi:
- Poproszę czipsy.
A starszy pan odpowiada:
- A może cztery psy?
Poręczyciel
Pewien mężczyzna napisał
list do właściciela hoteliku, w którym chciał spędzić urlop:
„Chciałbym zabrać z sobą psa. Jest dobrze wychowany i na pewno nie
sprawi kłopotu. Czy nie miałby pan nic przeciwko temu, żeby spał ze mną
w pokoju?”.
Wkrótce nadeszła
odpowiedź: „Prowadzę ten hotel od wielu lat i w tym czasie żaden pies
nie ukradł mi ręczników, pościeli czy też obrazu ze ściany. Nigdy nie
musiałem wzywać policji z powodu tego, że jakiś pies się upił i
awanturował w środku nocy. Dlatego chętnie powitam pańskiego psa w moim
hotelu. A jeśli poręczy za pana, to pan też może przyjechać”.
Przepracowany pies
Klient wchodzi do biura, w którym nie ma żywego ducha, tylko pies opróżnia
kosze na śmieci. Gość przeciera oczy ze zdumienia.
– To należy do moich obowiązków – wyjaśnia pies.
– Niebywałe – mruczy pod nosem mężczyzna. – Powiem szefowi, jaki ma skarb
– psa, który umie mówić.
– Błagam, niech pan tego nie robi! Bo każe mi jeszcze odbierać telefony...
Właściciel psa dzwoni do hodowcy:
– Kupiłem od pana wczoraj psa, ale chciałbym się jeszcze upewnić, czy on
jest wierny.
– Mogę za to ręczyć. Sprzedałem go już trzy razy i trzy razy do mnie
wrócił.
Rozmawiają dwaj właściciele psów:
- Mój pies czyta gazetę.
- Wiem. Mówił mi o tym mój Azor.
Pies u weterynarza
Przychodzi pies do weterynarza cały oblepiony muchami.
– A ty po co tu przyszedłeś?
– pyta weterynarz.
– Zostałem zmuszony.
U lekarza
Kowalskiego pies ugryzł w nogę.
– Zdezynfekował pan? – pyta lekarz.
– Ależ skąd! Od razu uciekł!
Niewidomy w barze
Niewidomy mężczyzna wszedł do baru z psem przewodnikiem. Usiadł na stołku,
wziął psa na ręce, uniósł i zaczął obracać go nad głową. Zdziwiony barman
zapytał:
– Co pan, do licha, robi z tym psem?

Niewidomy na to:
– Rozglądam się.
Test
Marcin dzwoni do Andrzeja:
– Przyjdź dziś do mnie, mam nowego psa!
– A on mnie nie ugryzie?
– No, właśnie chcemy sprawdzić!
Jechał chłop
wozem i uderzył konia batem. Koń odwraca łeb i mówi:
- Jak mnie jeszcze raz uderzysz, to ci tak z kopa oddam,
że się w
lustrze nie poznasz!
Chłop zdziwiony:
- Pierwszy raz w życiu słyszę - żeby koń mówił!
- Ja też - przytaknął siedzący obok chłopa pies.
Sąsiedzi pytają Jasia:
- Dlaczego nazwałeś swego psa "Osioł"?
- Dla hecy! Ile ludzi się ogląda, gdy go wołamy!
Buldog szczeka na jamniczkę siedzącą na parapecie
okna:
- No, zeskocz tu do mnie mała...
- O, nie - odszczekuje jamniczka - potem będę miała taką mordę jak ty...
Płacz policjanta
Na środku parkowej alejki stoi młody policjant i
płacze.
Przechodzień pyta go, czy może pomóc.
- Ach, proszę pana, zgubił się mój pies patrolowy.
- Nie ma się pan czym przejmować. Z pewnością znajdzie sobie drogę
na posterunek.
- Tak. On na pewno, ale ja?
Lepszy od lisa
Młody lis zapytał
kiedyś swego doświadczonego ojca, czy nie zechciałby go nauczyć jakichś
tajemnych sztuczek, którymi dałoby się przechytrzyć psy. Stary lis -
taki, co to z
niejednego
kurnika kury jadał i niejedne przeżył przy tym tarapaty - odpowiedział:
- Synku mój, o ile wiem, najlepszym sposobem na psy jest unikanie ich.
Co mówi
Pismo św. nt. okaleczania psów, tj. obcinania ogonów?
- ”Co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozłącza”.
Wierność
Późnym
wieczorem, leżąc w łóżkach, młode dziewczyny zwierzają się sobie z
problemów miłosnych.
- Postanowiłam zerwać za swoim chłopakiem - mówi jedna z nich. -
Traktuje mnie jak psa!
- Jest ci tak źle? - dziwią się przyjaciółki. - Bije cię? Trzyma cię
ciągle przy sobie?
- Gorzej! Wymaga ode mnie, abym mu była wierna.

O PSIE I CZŁOWIEKU
Stara przewrotna
bajeczka francuska opowiada, że Pan Bóg w ostatnim dniu stworzył psa i
uznał go za twór najdoskonalszy. Pies jednak zaczął prosić Stwórcę:
Panie, stwórz mi jeszcze człowieka, bo komuż mam okazać moją miłość i
wierność!
Pan Bóg westchnął i
uległ błagalnym skomleniom psa. Stworzył człowieka... i nie było to
dzieło najbardziej udane. No tak, ale pies jest przynajmniej
szczęśliwy...
BÓG POSŁUŻYŁ SIE PSEM
Bóg bezpośrednio ingeruje w życie człowieka. Od czasu pobytu na misji
zbieram takie historyjki.
Podczas drugiej wyprawy misyjnej w moim sektorze miałem do przejścia 25 km
łatwej drogi ścieżką wzdłuż dużej rzeki. W p ołowie drogi trzeba było
przejść po dwóch palach nad wodą o głębokości przynajmniej 3 metry. Kiedy
pierwszy raz tam przechodziłem, woda w strumyku była do kostek. Teraz
byłem sam. Stałem przy rzece i zastanawiałem się, w jaki sposób przedostać
się na drugą stronę? Po kilkunastu minutach zobaczyłem, że po palach
przeszedł pies.
- Skoro pies przeszedł, i ja na czworakach dam radę.
Przerzuciłem kij i sandały. Udało się. I od tej pory byłem znany w całym
województwie z pieskiego pokonywania malgaskich ‘mostów’.
A co w tym dziwnego? Pies jest tam, gdzie są ludzie. Najbliższa wioska
była 2 km dalej. Przez cztery lata tą drogą szedłem przynajmniej dziesięć
razy w roku i tylko ten jeden raz widziałem psa. Mogę to zrozumieć tylko w
ten sposób, że Bóg chciał mnie pouczyć, jak powinienem pokonywać malgaskie
mosty.
- O. Jan Sadowski, omi - misjonarz z Madagaskaru


RAZEM DO PRACY
Kampania zachęcająca do zabrania psa do pracy przeprowadzona w Stanach
Zjednoczonych pokazała, że tam jest to możliwe – a w Polsce?
Na Starym Kontynencie pies czy kot w biurze to wciąż bardzo rzadki widok.
A szkoda, bo dowiedziono, że zwierzę w miejscu pracy znacznie obniża
poziom stresu. Na 193 pracowników z 31 firm z Kentucky zdecydowana
większość uznała obecność zwierząt w biurze za miłą, a wręcz pożądaną.
Wielu badanych stwierdziło, że zwierzę sprzyja nawiązywaniu więzi
międzyludzkich i ułatwia negocjacje. Pies w biurze czyni atmosferę
bardziej nieformalną i pomaga rozładowywać konflikty.
- Konrad Piskała

A gdyby tak można zabrać swego psa do szpitala? Chory, jak nikt, przeżywa
osamotnienie. Czy jest ktoś, kto wierniej niż pies będzie w chwili
cierpienia i osamotnienia towarzyszył pacjentowi? Taka praktyka jest w
Anglii. W wielu szpitalach pozwala się tam zabierać ze sobą swego psa.
Zmniejsza to koszty leczenia. Pacjent prędzej wraca do zdrowia. Opłaca się
więc zatrudniać w szpitalu służbę do wyprowadzania psów.

PSY ŹLE ZNOSZĄ SAMOTNOŚĆ – są przecież
zwierzętami stadnymi.
Jak pogodzić nasze zabieganie z ich potrzebami?
Większość złych psich nawyków – takich jak skakanie na ludzi, ciągnięcie
na smyczy, zjadanie śmieci i odchodów, agresja, nadmierne szczekanie i
wycie – ma źródło w braku kontaktów z właścicielem. Szczególnie psy
pasterskie i myśliwskie są wręcz uzależnione od stałego kontaktu z
przewodnikiem, z którym współpraca jest główną i często jedyną treścią ich
życia. Gdy pozostają zbyt długo w odosobnieniu, tracą liczne walory
swojego charakteru, słabnie ich więź z opiekunem – nie mówiąc już o
posłuszeństwie.
Innym negatywnym skutkiem samotności jest chroniczny brak ruchu. Jest on
źródłem szczególnego cierpienia ras stworzonych do aktywnego życia, np.
owczarków, terierów, chartów, psów zaprzęgowych. Pozbawione możliwości
rozładowania energii zwierzęta mogą stać się nadpobudliwe, agresywne,
skłonne do dominacji i niepodatne na szkolenie. W wypadku szczeniąt
odosobnienie powoduje nieodwracalne braki w socjalizacji, zazwyczaj
przesądzające o nieprawidłowym zachowaniu w wieku dojrzałym.
- Adam Zaremba-Czereyski
W S P O M N I E N I A

Wiewiórka to pies - historia. Przeżyła aż 17 lat. U nas w Schronisku w
Bydgoszczy była 12. Dawała dużo radości wszystkim. Uwielbiała dzieci...
jej zimny nosek dotykał dzieciaków z niespotykaną czułością. Wiewiórko,
kochaliśmy Ciebie i kochamy pamięć o Tobie. Tęskni za Tobą pies Wacek, też
stary, schorowany astmatyk, alergik i sercowiec. Razem przybyliście do
Schroniska jako para przyjaciół. Biegaj Wiewiórko, sobie na zdrowych
łapkach, po błękitnych łąkach z
aniołami. I wierz, że kiedyś się spotkamy.
Zrobiłaś miejsce dla następnego starego, pieska, który zajmie Twoje
legowisko i będzie chodził za nami krok w krok tak jak Ty, dopóki nie
pójdzie w Twoje ślady.
Było
to 2 czerwca 2002 r. o godz. 19:35. Wracaliśmy od babci. Kiedy wysiedliśmy
z samochodu, Mikusia po drugiej stronie ulicy zobaczyła grupkę osób,
którzy zawsze jej dokuczali. Nie lubiła ich i zawsze na nich szczekała.
Tak było i wtedy. Nie patrząc na ulicę wybiegła zza samochodu wprost pod
koła jadącego auta. Usłyszałam huk a szczekanie zamilkło. Wpadłam w
panikę. Chciałam ją ratować, ale niestety nie było już czego. Wokół była
kałuża krwi. Kiedy zawołałam jej imię pożegnała mnie dwoma uderzeniami
ogonka o asfalt. Nigdy tego nie zapomnę, nigdy Jej nie zapomnę. Pochowałam
ją w pobliskim sadzie. Choć była z nami tylko dwa latka (urodziła się 3
lutego 2000 r.), to wniosła do domu ogromną radość. Była łagodnym i
pogodnym psiakiem. Najbardziej lubiła aportować i biegać za piłką. Choć
mogłam mieć drugiego psa, nie chciałam. Bałam się że nie pokocham go tak
jak Mojej Mikusi. Myszko Kocham Cię i wierzę że kiedyś się jeszcze
spotkamy.
Żegnaj Abi. Pozostaniesz w naszej pamięci na zawsze ... Mikruńku,
byłeś
wspaniałym i mądrym pieskiem, nigdy Cię nie zapomnimy.
"Kiedyś mnie spotkasz, bo przyjdę do Ciebie,
znów Cię uściskać, pogłaskać po uszkach,
przybiegnę prędziutko odszukać Cię w niebie,
poczekaj cierpliwie na nieba poduszkach..."
Najukochańszy mały piesek. Przeżył z nami 15 lat. Odszedł za Tęczowy most
12.08.2005r. Nie dał rady już dłużej żyć.
Moje suczki. Najukochańsze na zawsze. Perełka 15.11.1985 -15.03.2001. –
kundelek; Beti 11.11.1991-30.05.2004.- prawie owczarek niemiecki. Trochę
czasu od ich śmierci minęło a ja ciągle mam łzy, gdy je wspominam. A
wspominam często. Były moimi najlepszymi przyjaciółkami. To im powierzałam
swoje troski i radości. One pocieszały, one..., one po prostu ze mną
zawsze były. A teraz jest pustka, której nic/nikt nie wypełni. Mam
nadzieję, że w niebie o mnie mówią dobrze innym psom. I że kiedyś się tam
spotkamy. Mam kolejne suczki, które kocham. Ale Perełka i Beti na zawsze
pozostaną w moim sercu.

Chciałam wspomnieć tutaj moją kochaną suczkę Tigrę, która umarła rok temu
z powodu guza. Weterynarz powiedział, że guza i tak nie udałoby się
usunąć. Suczka wpierw kulała. Mama sprawdzała czy może coś wbiło jej się w
łapę, ale nie. Okazało się dopiero potem, że guz urósł pod pachą. Już
kończę, bo zaraz się rozpłaczę. Pozdrowienia i nie życzę, żeby komuś się
to też przytrafiło.
10.06.2005r ta data na zawsze zostanie w mojej pamięci. Odszedł mój
kochany pieseczek... odszedł po chorobie na raka:( Nie bolało go nic.
Teraz ja nie mogę się pozbierać. Tęsknie za NIM. Tęsknimy za Tobą Bulku -
Twoja rodzina z Nowego Targu.
Była dla mnie wszystkim całą moją radością życia bardzo mocno mi jej
brakuje. Zawsze mnie pocieszała, zlizywała moje łzy jak płakałam; nawet
jak miałam katar to myślała, że płaczę i merdała ogonkiem i popiskiwała
żeby mnie pocieszyć. Odeszła 28.05.05. Miała raka - 14 latek miała.
Bulinek był moim najlepszym przyjacielem. Bardzo za nim tęsknię. Brakuje
mi go. Miał 6 lat. Znalazłam go nieżywego pod płotem. Chyba ktoś go
zamordował, bo był cały pokopany.
Zaadoptowana na wiosnę 2004 ze schroniska na Paluchu jako kilkumiesięczny
szczeniaczek. Odeszła nagle 17 kwietnia 2005 na skutek powikłań po
sterylizacji. Do tej pory nie możemy odżałować, że zdecydowaliśmy się na
ten zabieg, który miał Ją uchronić od problemów zdrowotnych, a zamiast
tego spowodował Jej śmierć. I jeszcze ogromnie żal czasu, który zamiast
poświęcać Jej, trwoniliśmy na nic nie znaczące drobiazgi. Jaka była Nasza
Najukochańsza Suczka? Energiczna, zawsze skora do zabawy, żywiołowa i
mądra. Na początku trochę roztrzepana i rozkojarzona, z czasem okazała się
bardzo rozumnym kundelkiem. Umiała zjednać do siebie każdego. Była
wulkanem energii, dlatego jej brak jest teraz nie do zniesienia. I choć
była z nami tylko rok, w naszych sercach będzie obecna na zawsze...
Punia byłaś i zawsze będziesz dla mnie najwspanialszym pieskiem,
najlepszym przyjacielem jakiego miałam. Bardzo Cię kocham słoneczko i
tęsknię. Do zobaczenia tam na górze. Dziękuję Ci za wszystko...:*
Toffik zginał pod kołami samochodu... nigdy o nim nie zapomnę, bo był
wspaniały... Wspaniały i śliczny pies, który towarzyszył mi tylko przez 3
miesiące - został potrącony przez samochód, w wyniku czego zdechł na
miejscu. Bardzo mi go brakuje ... ;( Niechaj mu ziemia lekką będzie.
(05.08.05 r. - 26.11.05 r.)
Psosia zawsze szczęśliwa puszysta istotka pozostawiła mi Misię - miłość
mojego życia. Była cudowną, rudziutką kuleczką. Bardzo mi jej brak. Gdyby
nie one, nie byłabym w stanie zrozumieć uczuć zwierząt i ludzi.
Bill to najstarszy z moich czterech psów. Urodził się 20 czerwca 1994 r, a
jego pełne imię to Bill Namira. To prawdziwy arystokrata, chociaż nie brał
nigdy udziału w wystawach. Jest bardzo duży. Mimo, że lata pełnej formy
już minęły i dokuczają stawy bardzo lubi spacery i wycieczki.

Mój Alfik był ze mną przez ponad 13 lat, odszedł 2 sierpnia 2005 r...
chorował na serce, ale mimo tego był w świetnej kondycji i humor go nie
opuszczał, do końca swoich dni bawił się swoją ulubioną piszczącą piłeczką
i zaczepiał wszystkie koty na osiedlu... teraz spoczywa w moim ogródku...
został tam pochowany wraz ze swoimi zabawkami, obrożą i smyczą na swoim
posłaniu... Bardzo za Nim tęsknię i bardzo Go KOCHAM! Spotkamy się kiedyś
Piesku w niebie! Bo w końcu wszystkie psy idą do nieba... ;(
Moja suczka była kochaną jamniczką. Zawsze odprowadzała mnie do przystanku
autobusowego. Do pewnego majowego dnia, kiedy to wyszła ze mną, kierowca
autobusu chyba był nie trzeźwy. Celowo potrącił mi psa. Miałam ochotę...
Bardzo za nią tęsknie! Do tej pory ją bardzo kocham!!!!!!!!!!!!!!!
27.01.2005 - ta data zawsze pozostanie w mojej pamięci. Nuka umarła ze
starości. 11.05 skończyłaby 16 lat. Była pięknym małym pieskiem. Będę o
niej zawsze pamiętać (jej oczy jak patrzyła na mnie). Umarła o godzinie
9.30 rano. Nie było mnie przy tym; byłam w szkole, ale mama brat i tata
byli przy niej kiedy to się działo. Pocieszam się jedną rzeczą: nie
męczyła się, do końca życia była sprawna. NUSIU KOCHAM CIĘ I PROSZĘ CZEKAJ
NA MNIE W RAJU!!
Minęły dwa tygodnie od Twojej śmierci Żamysiu, a ja wciąż nie mogę utulić
się z łez. Dzisiaj mi się w nocy śniłaś. Bądź szczęśliwa w Raju i czekaj
na mnie. Wierzę, że się spotkamy. Odszukaj Barusia, Filonka i Protaziczkę
i czytaj czasem wierszyk, który Ci kiedyś napisałam. Twoja pani, Józefa
Drozdowska

W poziomkach utytłane i w zieleni
suczce Żamyczce
W poziomkach utytłane i w zieleni
do ramion sięgają nam dziurawce
a maliny oplatają szyje
Nie widać naszych ogonów
ni mego śladowego ni twego czarnego
zarzuconego do góry niczym wiatraczek
W poziomkach utytłane i w zieleni
po oczy, czoło i jęzory
Szukamy się nawzajem
ganiamy się z cieniami naszych dusz
Raz moja kryje się w tobie
raz twoja we mnie
- Augustów, 8.07.93 r.
26.07.2005 godz. 19.40 - w tym dniu i o tej godzinie odszedł od nas nasz
ukochany członek rodziny. Ta data i ta godzina na zawsze w mojej pamięci
zostaną, bo zawsze będzie mi przypominać o moim najukochańszym piesku.
Bardzo mocno nam teraz go brakuje. Był z nami przez 14 lat (1. września
obchodziłby swoje 14. urodzinki). Azorek był bardzo pięknym, mądrym
pieskiem, bardzo dobrze umiał zrozumieć człowieka, zawsze w trudnych
chwilach pocieszał mnie tuląc się do moich rąk i liząć je. Zawsze do nas
przychodził, kiedy widział, że coś dobrego się niesie (nigdy sobie nie
odpuścił, chodził tak długo aż coś dostał). Bardzo lubił żeby ktoś go
drapał po brzuszku i za uszkami. Miał przepiękne oczka na które można było
się ciągle patrzeć, ale zawsze coś mówiły. Teraz kiedy wychodzi się na
podwórko albo patrzy na jego budę chce się go zawołać, ale po chwili
patrzę, że go tam nie ma, że odszedł od nas. Azorek był wspaniałym i
cudownym pieskiem.
Nigdy takiego już nie będę mieć w domu i żaden pies go
mi nie zastąpi. Kochany mój piesku pamiętaj o tym, że bardzo cię Kocham i
będę kochać dalej choć cię już nie ma i nigdy o tobie nie zapomnę choć
bardzo za tobą tęsknię. Proszę bądź zawsze przy mnie. Twoja Kasia i twoja
rodzina z Zawadzkiego.
@ Droga Parafio! Piszę tak, bo zapewne strona
ta jest dziełem wielu osób. Miłość do zwierząt prowadzi zawsze do ludzi i
do Pana Boga. Dla ludzi samotnych są one szczególnie bliskie. Dziękuję za
taką postawę kapłanów. Może kiedyś napiszę dłużej. Dzisiaj jestem
wzruszona, ponieważ "chodząc" trochę po Internecie znalazłam tę stronę i
wspomnienie o mojej jamniczce Żamyczce. Dziękuję za nie. Żamyczka całkiem
rozgościła się w mojej poezji. Nie tylko ona, bo również kotka Protazinka,
która też jest po tamtej stronie życia. Wierzę, że zwierzęta mają duszę i
że dobry Bóg pozwoli mi kiedyś je spotkać. Zawsze się za nie modliłam.
Dołączam do listu dwa swoje wiersze (dla dzieci) o tym mówiące. Jeżeli
uznacie Państwo je za dobre miło mi będzie, gdy zostaną u Państwa
opublikowane. Gorąco pozdrawiam. Szczęść Boże na pięknej drodze przyjaźni.
Józefa Drozdowska P. S. Dziękuję za piękne fotografie na stronie i
reprodukcję obrazu Dudy Gracza. Nie znałam go. Przed wakacjami byłam w
Białymstoku na dużej wystawie Dudy Gracza, ale obrazu tego nie było, były
zaś inne przejmujące obrazy z Jego Drogi Krzyżowej i przepiękny obraz pary
jamników zatytułowany "Romeo i Julia". Musiał bardzo kochać zwierzęta.
Wiersz p. Józefy: Modlitwa za mojego psa /Zdjęcie zrobione w Lisieux, w
mieście św. Tereski/

Z psem chodzę na spacer
z psem gonię po łące
z nim – moim Przyjacielem
jest mi tak dobrze.
Z psem pływam w rzece
z psem puszczam latawce
z nim – moim Przyjacielem
jest mi najfajniej.
Więc strzeż go Panie
by łapy nie zranił
pomerda Ci za to ogonem
na łapkach dwóch stanie
i nigdy nie będzie
szczekał na wróble na płocie
- za wróble też się pomodlę.
@ Droga Parafio! Dziękuję za tak wspaniałą
stronę, siedzę i czytam, i łzy lecą po policzku, ręce drżą, serce boli.
Dziękuję, dajecie siłę do dalszego życia. Dziś mija tydzień od zaśnięcia
naszego pieska GUMISIA - lat 15; chorował, cierpiał i nie można było mu
pomóc. Jest ciężko jak wracam z pracy, a on nie czeka, nie macha ogonem i
nie szczeka, dawał tyle radości, a teraz go brak. Bardzo go kochaliśmy i
bardzo tęsknimy. Mam nadzieję, że nie cierpisz i jest Ci dobrze.
Zostaniesz zawsze w naszych sercach. (Twoja rodzina - 17 II 06)

@ Perełka nauczyła mnie kochać. Od samego początku
kształtowała moją wrażliwość na los zwierząt, który nigdy nie był mi
obojętny. Odeszła 21 marca 2007r.
... Żyła z nami prawie 17 lat..., była przy mnie w najlepszych i
najcięższych chwilach... !! Niektórzy powiedzą Przecież to tylko pies,
zwyczajny kundel. Kundel? Być może, ale potrafi on zmienić życie
o 180°. Jest przyjacielem, który nigdy Cię nie opuści, bo dla psa nie
jest ważne to, czy jesteś biedny czy bogaty, brzydki czy ładny. Dla niego
liczy się wnętrze, to co masz w środku. Patrząc w Perełki oczka - nie
widziałam nienawiści, dwulicowości, fałszu i zdrady! Z jej oczu płynął
spokój, ciepło i miłość! Codziennie witała mnie, gdy wracałam z pracy -
dziś już tego nie robi!!! W domu jest tak pusto i cicho ..! (Syla - 4
IV 07)
/Część
wspomnień zaczerpnięta z miesięcznika „Mój Pies”./
A Twoje wspomnienia?
NAPISZ
Z ŁAPAMI DO NIEBA
Renata Krzyszkowska [PK 40/2005]

Zwierzęta to nasi wierni towarzysze. Niestety żyją krótko. Gdy odchodzą,
cierpimy jak po stracie kogoś najbliższego. Często nawet wstydzimy się
przyznać, jak głęboka więź nas łączyła. Po śmierci bliskiej osoby pociechę
przynosi obietnica zmartwychwstania i ponowne spotkanie. A jak jest ze
zwierzętami? Czy ich życie kończy się z ostatnim tchnieniem? Czy spotkamy
je ponownie w lepszym świecie? Pytanie to zadawał sobie nie tylko
kochający zwierzęta święty Franciszek z Asyżu, którego święto obchodzimy 4
października, ale chyba każdy, kto zaprzyjaźnił się z jakimś czworonogiem.
Odpowiedzi na nie szukają przede wszystkim ci, dla których zwierzęta
domowe, jak psy i koty, to często najwierniejsi towarzysze.

Ojciec Leon Knabit w swej książce "Czy zwierzęta mają duszę" stwierdza, że
nie słyszał o świętym, który nie lubiłby zwierząt, wręcz przeciwnie. Im
człowiek jest bliżej Pana Boga, tym łatwiej zaprzyjaźnia się z nimi. Jego
zdaniem święci miłośnicy zwierząt niosą w sobie znamiona raju, zapowiedź
obiecanej przez proroka Izajasza harmonii stworzenia. "Wtedy wilk
zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i
lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i
niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew
też jak wół będzie jadł słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry,
dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii. Zła czynić nie będą ani zgubnie
działać po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana,
na kształt wód, które przepełniają morze" (Iz 11, 6-9).
Kochaj i rób co chcesz
Zwierzęta towarzyszą człowiekowi od początku historii świata. Gdy Bóg
stwarzał pierwszych ludzi, oceany i lądy tętniły już życiem. Stwórca
przeznaczył nas do panowania nad całą Ziemią, w tym także nad jej fauną i
florą. Ludzie są osobnym dziełem Boga. Jako jedyni w świecie widzialnym
zostaliśmy stworzeni nie tylko na chwałę Stwórcy, ale również na Jego
obraz i podobieństwo. Zwierzętom nie uczynił tego zaszczytu. Tym różnimy
się od nich i w tym je przewyższamy. Chociaż Bóg dał nam zdolność kochania
nie tylko Jego i naszych bliźnich, ale całego świata, wielu ludzi obawia
się, że akcentowanie miłości do zwierząt może przynieść ujmę ich miłości
do Stwórcy. Jakby zapominali, że miłość może ogarniać wszystko. Wiele
osób, myśląc o l osie zwierząt po śmierci, obawia się, że wyrażanie
nadziei, iż spotka się z nimi w upragnionym niebie, ujmuje ich pobożności.
Niepokoją się, że Bóg może mieć im za złe, iż obdarzyły uczuciem i oddały
część swego serca temu, co oprócz nas stworzył. Włoski ksiądz Valentino
Salvoldi, pisarz i dziennikarz, napisał: "Kochać to powiedzieć drugiej
osobie: Ty nie umrzesz". Zwierzę nie jest osobą, ale skoro staje się dla
nas kimś bardzo bliskim, naturalnym wydaje się nasza dociekliwość o to, co
stanie się z nim po śmierci.
Czy możemy powiedzieć z całą pewnością, że w niebie jest miejsce tylko dla
ludzi? Wielu chrześcijan wyraża nadzieję, że nie i że spotkają tam także
bliskie swemu sercu zwierzęta.
Jeśli tak jest, to możemy przypuszczać, że świadomość nieba i szczęście z
bezpośredniego obcowania z Bogiem będzie u zwierząt uboższe niż u ludzi,
bo i na ziemi ich kontakt z Bogiem jest uboższy. Zwierzęta przecież się
nie modlą i nie przyjmują sakramentów świętych. Franciszkanin ojciec
Stanisław Jaromi twierdzi, że nie możemy Stwórcy "wiązać rąk", bo tylko On
określa, co jest wieczne, a co przemijające.
Umrzeć za swoje owce

Trudno sobie wyobrazić, by stosunek Boga do zwierząt był beznamiętny.
Jezus docenia ich rolę choćby poprzez częste odwoływanie się do ich życia
w przypowieściach, np. o dobrym pasterzu i owcach, lub gdy nawołuje: "Oto
Ja posyłam was jak owce między wilki, bądźcie tedy roztropni jak węże i
niewinni jak gołębice" (Mt 10,16). Bóg troszczy się o zwierzęta i żywi je.
Jako ich Stwórca na pewno kocha je bardziej niż my. Może również bardziej
niż my się do nich przywiązuje.
Z miłości człowieka do Boga wypływa prawdziwa miłość do wszystkiego, co On
stworzył. Miłość do zwierząt oczywiście nie może przysłaniać miłości do
ludzi. Nie należy zapominać, że w Polsce żyje nawet kilka milionów
zwierząt domowych, w bardzo wielu przypadkach rozpieszczanych i kochanych,
podczas gdy w placówkach opiekuńczo-wychowawczych żyje blisko 20 tys.
dzieci, które nie mają do kogo powiedzieć "mamo" i "tato". Niestety ci,
których najbardziej oburzają te statystyki, najczęściej sami nigdy nie
adoptowali dziecka ani nie pokochali żadnego zwierzęcia. Prawdziwa miłość
do Boga "rozlewa się" na ludzi, a z nich na cały świat, w tym też na
zwierzęta. Bez tej kolejności miłość do zwierząt może być tylko ckliwym
dziwactwem wypełniającym pustkę w duszy.

Zamerdać na Pana Boga
- Święty Franciszek rozwinął genialną, a zarazem dziecinnie prostą ideę
powszechnego braterstwa - mówi ojciec Stanisław. - Przez długie lata
pobytu w odosobnieniu, na łonie przyrody, wśród zwierząt doświadczał
bliskości Boga, będąc w harmonii z przyrodą. W swojej prostoduszności
czuł, że gdy się modli i wielbi Boga, uczestniczą w tym także otaczające
go zwierzęta. Zostały przecież stworzone na chwałę Boga. Czy należy zatem
przypuszczać, że w przyszłym życiu nie będą już mogły chwalić swą
obecnością Pana? - zastanawia się ojciec Stanisław Jaromi.

Ks. prof. Wojciech Bołoz, dyrektor Instytutu Ekologii i Bioetyki
Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie
- W teologii rzadko stawiana jest kwestia zwierząt i ich obecności przy
nas po śmierci. Pismo Święte nie daje na ten temat jednoznacznej
odpowiedzi. Jak mówi Biblia, po Paruzji, czyli po ponownym przyjściu
Jezusa, będzie nowe niebo i nowa ziemia. Jeżeli człowiek ma uobecniać w
tym nowym świecie swoje odnowione wartości, to chyba nie może w nim
zabraknąć relacji do świata przyrody w tym i do zwierząt. Poza tym trudno
wyobrazić sobie nową ziemię bez zwierząt, bez śpiewu ptaków czy innych
odgłosów przyrody. Według Listu do Rzymian (Rz 8,19), całe stworzenie z
upragnieniem oczekuje, że podobnie jak ludzie zostanie wyzwolone z niewoli
zepsucia. Są więc przesłanki, by sądzić, że owe odnowienie na końcu świata
nie będzie dotyczyło tylko człowieka, ale i całego stworzenia, w tym także
zwierząt.
Tomasz Węcławski, kierownik Zakładu Teologii Fundamentalnej i
Ekumenicznej Wydziału Teologii UAM w Poznaniu
- Jeżeli zwierzęta pozostają w rzeczywistości, w której ludzie po śmierci
spotykają się z Bogiem, to dlatego, że należą do ludzkiego życia. Jeżeli
coś należy do naszego życia, to ma być uratowane razem z naszym życiem.
Nawet mały, nieznany żadnemu człowiekowi owad sprzed miliona lat także w
pewien sposób należy do naszego życia, ponieważ należy do całego świata
biologicznego, w którym istniejemy. Zatem w pewnym sensie wszystkie
zwierzęta należą do naszego życia, ale nie wszystkie tak samo. Z
niektórymi zwierzętami jesteśmy w bardziej bezpośredniej relacji, z której
zdajemy sobie sprawę, a z innymi ta relacja jest całkiem przez nas
nieuświadamiana. Ale jak będziemy mogli przeżywać obecność zwierząt w
świecie zbawionym, tego nikt z nas nie jest w stanie powiedzieć, bo dopóki
żyjemy w doczesnym świecie, jest to poza naszą wyobraźnią.
Niebo nie tylko dla ludzi

"Miłośnikom zwierząt
trudno wyobrazić sobie wieczne szczęście bez ich pociech. Rozumiem to
bardzo dobrze. Niektórzy miłośnicy zwierząt uważają nawet, że należałoby
zastanowić się nad możliwością różnych form życia wiecznego - innych dla
ludzi i innych dla zwierząt. Nie wiem. Kiedy ktoś mówi, że niemożliwe,
by u Pana Boga nie siedział na kolanach rudy kocur, odpowiadam, że nie
bardzo wiem, jak w tym świecie duchowym wyglądają kolana Pana Boga. Bóg
nawet przed nami, ludźmi, nie odsłania tajemnicy życia wiecznego.
Uważam, że powinniśmy się bronić przed zbytnią ciekawością w tej kwestii
i zaufać Bogu. Są oczywiście pytania. Bo trudno uwierzyć, że Bóg, Dawca
życia, stwarza życie na jakiś czas. A potem ma się to życie unicestwić?
Nie wierzę też, że te umęczone koty, bezdomne psy, bite konie nie będą
miały nagrody. Ale to są pobożne życzenia. Najlepszym wyrazem naszej
miłości do zwierząt nie jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o plany
Pana Boga, lecz zatroszczenie się o to, byśmy mieli szacunek do naszych
mniejszych braci i przestrzegali ich praw. A rzeczywistość na pewno
okaże się dużo bogatsza, niż możemy sobie to wyobrazić. Bo u Boga
wszystko jest możliwe".
o. Leon Knabit OSB, "Czy zwierzęta mają duszę?"
Wydawnictwo Nemrod, Kraków 2005

Pies jest jedynym zwierzęciem domowym, które nie potrzebuje zarabiać na
utrzymanie. Kura musi znosić jaja, krowa – dawać mleko, kanarek – śpiewać,
gdy tymczasem pies utrzymuje się wyłącznie z uczucia, którym obdarza swych
właścicieli.
Gdy podejdziesz do spotkanego na ulicy psa na odległość paru metrów,
zacznie zaciekle merdać ogonem; a jeśli zatrzymasz się, pochylisz i
zaczniesz go głaskać, gotów jest niemal wyskoczyć ze skóry, byle tylko
okazać jak bardzo cię kocha. W dodatku wiesz, że nie ma żadnych ukrytych
celów: nie zamierza ci nic sprzedać, ani nie pragnie za ciebie wyjść za
mąż. /Dale Carnegie/
CZTERY ŁAPY NA RECEPTĘ
Według statystyk prawie
co druga polska rodzina ma w domu jakiegoś czworonoga.
Najpopularniejszym domowym zwierzęciem w naszym kraju jest pies. I
dobrze - mówią specjaliści. Badania wykazały znakomity wpływ kontaktu ze
zwierzętami na psychikę, uczucia i zdrowie człowieka. Dogoterapia, czyli
zajęcia terapeutyczne z udziałem psa, to system ćwiczeń i zabaw z psami,
umożliwiający rehabilitację ruchową oraz umysłową dzieci i dorosłych
dotkniętych takimi chorobami, jak: autyzm, porażenie mózgowe, niedowład
kończyn, zespół wiotkiego dziecka oraz wieloma innymi.
Poprzez
terapię kontaktową, czyli zabawy, przytulanie i głaskanie swych pupilów,
pacjenci dużo szybciej wykonują potrzebne ćwiczenia; w bezstresowej
zabawie rozluźniają się, zapominają o chorobie i kłopotach. Zajęciom
dogoterapii zawsze towarzyszą radość i uśmiech. Dziecko czesząc,
głaszcząc, karmiąc czy przytulając puchatego przyjaciela nieświadomie
ćwiczy. Dodatkowo zapomina o kalectwie, swoim wyglądzie, kulach czy wózku.
Dla psa wszyscy jesteśmy jednakowi, jego przyjaźń jest niezawodna i
żenująco bezinteresowna. Obcowanie ze zwierzętami, i to nie tylko psami,
ale też np. kotami, daje wspaniałe efekty w terapii osób samotnych i
starszych. Nawiązanie psychicznej więzi ze zwierzęciem poprawia nastrój,
ułatwia przejście choroby.
Do dogoterapii nadają się psy różnych ras, ale muszą spełniać pewne
warunki. Powinny być odpowiednio przeszkolone, łagodne, zdrowe, czyste,
tolerancyjne, pewne siebie, posłuszne, lubić pieszczoty i chętnie
współpracować. Boris Levinson, amerykański psychiatra, stwierdził, że
opieka nad zwierzęciem uczy wrażliwości na drugą istotę,
odpowiedzialności, tolerancji, samoakceptacji i panowania nad sobą.
Zwierzęta mogą sprzyjać rozwojowi emocjonalnemu, stając się w okresach
wyobcowania, odrzucenia lub kryzysu stałym źródłem poczucia bezpieczeństwa
i otuchy.
- Renata Krzyszkowska, PK nr 48/2005
Psia terapia

O tym, że kontakt
ze zwierzętami poprawia nam samopoczucie wie chyba każdy właściciel
czworonoga. „British Journal of Health Psychology” opublikował niedawno
analizę wielu badań naukowych, z których wynika, że najwięcej korzyści
niesie ze sobą posiadanie psa. Regularne wyprowadzanie go na spacer
dotlenia nasz organizm, korzystnie wpływa na układ krążenia, stawy
i wysokość ciśnienia krwi. Dodatkowo takie spacery sprzyjają
nawiązywaniu kontaktów społecznych np. z właścicielami innych psów. Ma
to duże znaczenie zwłaszcza w przypadku osób samotnych. Psy oddają
ludziom nieocenione usługi. Są przewodnikami niewidomych, wspomagają
rehabilitację ruchową oraz umysłową dzieci i dorosłych cierpiących na
autyzm, porażenie mózgowe czy niedowład kończyn. Są niezrównanymi
ratownikami. Bezbłędnie znajdują ludzi przysypanych śniegiem lub
w gruzach zawalonych domów. Coraz więcej dowodów jest na to, że
w niedalekiej przyszłości, po odpowiednim przeszkoleniu psy będą pomocne
w diagnostyce nowotworów. Stwierdzono, że ich czuły węch może
wykrywać raka płuc, pęcherza oraz czerniaka.
- Renata
Krzyszkowska, PK nr 8/2007
BAŁEM SIĘ

Bałem się oczy słabną --- nie będę mógł czytać
pamięć tracę --- pisać nie potrafię
drżałem jak obora którą wiatr kołysze
--- Bóg zapłać Panie Boże bo podał mi łapę
pies co książek nie czyta i wierszy nie pisze
- ks. Jan Twardowski
PSY ZE SCHRONISK WYGLĄDAJĄ ŚW. MIKOŁAJA.
Nie
marzą o ceramicznej misce ani legowisku najnowszego
typu. Wystarczy im
stary garnek i odniszczony kocyk.
I szczypta
ofiarowanej wraz z nimi miłości.
Dzień był pochmurny,
deszczowy i nie miał w sobie nic z atmosfery nadchodzących świąt -
wspomina jedną z Wigilii Izabela Działak, dyrektorka schroniska w
Celestynowie. Mimo to dwudziesty czwarty grudnia sprzed kilku lat
szczególnie zapadł jej w pamięć.
Tamtego dnia do
Celestynowa miał przyjechać mężczyzna z Niemiec, który rok wcześniej
zaadoptował sukę ze schroniska. Chciał koniecznie wziąć drugiego psa z
tego samego miejsca – takiego, który pierwszy do niego podbiegnie, bez
względu na to, czy będzie stary, czy młody, chory czy zdrowy. I
przyjechał. Na powitanie wybiegły... trzy psy. Po długim zastanowieniu
zdecydował, że weźmie dwa z nich. Gdy opuszczał schronisko, zauważył
jednak, że biegnie za nim także ten trzeci – niedowidzący, stary
kundelek. Mężczyzna zatrzymał się. „Ale ja nie mogę wziąć aż trzech
psów” – przekonywał sam siebie, jednak dla wszystkich obserwujących tę
scenę było jasne, że weźmie wszystkie. I tak też się stało.
- Konrad Piskała
Anioły
i złoty pies
Drobna, starsza pani
chodziła z wielkim mieszańcem po szczecińskich parkach i pytała ludzi,
którym dobrze patrzyło z oczu, czy nie chcieliby takiego pięknego psa. W
końcu zaprowadziła go do schroniska, a potem co dnia przychodziła pod
boks. Wyprowadzała, karmiła, godzinami głaskała i nie mówiła nic. Bo co
w takiej chwili powiedzieć najlepszemu przyjacielowi? Łykając łzy,
czekała na cud. Cud miał na imię Bożena i przyszedł, żeby zrobić to, co
zwykle – wyciągnąć ze schroniska kolejnego jamnika.
- Anna
Gniazdowska
Psy patrzą na nas z szacunkiem, koty z pogardą, a świnie
jak na równych sobie.
- Winston Churchill

Ks. Dziekan też lubi psy. To on wyszedł z inicjatywą,
by na stronie parafii znalazła się podstrona PSY.
@ Drogi Jurku, zobaczyłem dzisiaj "Twoje
Psy". Wspaniałe zdjęcia i naprawdę wiele nowych myśli na temat zwierząt
oraz przyjaźni, życzliwości itd. Ciekawy temat do adwentowej refleksji.
Gratuluję. Życzę dalszej owocnej pracy w szerzeniu przyjaźni człowieka do
przyrody!
- ks. Roman /28 XI 05/
PSI TERAPEUTA

W leczeniu schizofrenii
pomóc może także bliskość czworonoga, zwłaszcza psa. Opieka nad
zwierzęciem, obserwacja jego zachowań, głaskanie i zabawy sprawiają, że
osoby cierpiące na schizofrenię stają się mniej apatyczne, otwierają
się, zaczynają czerpać więcej radości z życia. - Renata Krzyszkowska,
w: PK 38/2006
@ Dział PSY jest bardzo ciekawy. Fantastyczne dzieciaczki ze swymi
ulubieńcami. Ile radości na ich twarzach, no bo przecież trzymają tych,
których kochają. No i smutek, gdy odchodzą. Czytałem kiedyś książeczkę z
humorem. Nie było się z czego śmiać. Humor w dziale Psy jest po prostu
wspaniały. Jest się z czego pośmiać.
- KP G-n /13 V 06 /
O WYCHOWANIU W CZYSTOŚCI
Widząc, że panów i panie
bardzo brudzenie psie złości,
pieski podjęły uchwałę:
„O wychowaniu w czystości”.
W uchwale tej napisały,
że żaden pies – nawet szczeniak
duży czy średni, czy mały,
bardzo nie lubi brudzenia.
Jeżeli mu się to zdarzy,
to mocno jest zawstydzony
i nigdy tego nie robi,
jeżeli nie jest zmuszony.
Lecz jeśli wyjść z nim na spacer,
minimum trzy razy dziennie,
to zniknie problem brudzenia
i wszystkim będzie przyjemnie. 
Tyle uchwała. A dalej
państwo pomyślcie już sami:
Gdy spacer ma 10 metrów,
to pies nabrudzi pod drzwiami
Lecz to nie jego jest wina.
Warto przypomnieć to czasem,
że kto po psie swym nie sprząta,
to on – nie pies – jest brudasem.
- Marek Majewski
WYNALAZEK
Pewien znany wynalazca
chciał raz coś wynaleźć dla psa
i wymyślić rzecz, co ma
w dobry nastrój wprawiać psa.
Bo wiadomo wszystkim jest,
że ogonem macha pies,
gdy jest dobrze nastawiony,
więc pomyślał nasz uczony,
że to działa w obie strony,
zatem ogon w ruch wprawiony
spowoduje to, że zwierz
w dobry nastrój wpadnie też.

Trudził się tygodnie całe,
aż wynalazł okazałe
urządzenie, przeznaczone
do merdania psim ogonem.
Ja polecić go nie mogę,
bo jest ciężkie oraz drogie,
zresztą nic po wynalazkach,
kiedy nie ma kto pogłaskać,
a wystarczy, by właściciel
psa popieścił należycie,
a z ogonem czy też bez
jest szczęśliwy każdy pies.
- Marek Majewski


W Izraelu: Zvi Katz ze swym
przyjacielem Szoko.
Bezdomne psy na stacji paliwowej w Egipcie
Dlaczego łańcuch jest zły? Odpowiadają eksperci:

ANDRZEJ KŁOSIŃSKI, behawiorysta:
Nie znam innego poza Polską kraju, w którym zwyczaj trzymania psów
uwiązanych przez całe życie do budy jest tak powszechny. Po pierwsze,
trzeba jasno powiedzieć, że niespuszczanie psa nigdy z łańcucha jest
formą okrucieństwa wobec zwierząt, przede wszystkim ze względu na
niezaspokojenie naturalnych potrzeb, jakimi są choćby potrzeba ruchu i
aktywności oraz potrzeba kontaktu socjalnego. Po drugie, samo
ograniczenie swobody ruchu powoduje frustrację, a w konsekwencji -
agresję.
WOJCIECH MUŻA, sekretarz generalny Towarzystwa Opieki nad
Zwierzętami: Pies łańcuchowy, pozbawiony kontaktu z człowiekiem, po
jakimś czasie dziczeje. Bywa, że się zerwie z uwięzi. Wtedy zdarzają się
pogryzienia, wypadki - przecież zwierzę, które całe życie jest
przywiązane, nie potrafi zareagować na jadący samochód! Jednak przede
wszystkim wiązanie psa jest złamaniem Ustawy o Ochronie Zwierząt -
łańcuch uniemożliwia normalne życie. Jeśli ktoś przywiązuje psa, to ma
obowiązek co najmniej trzy razy dziennie spuścić go z uwięzi. Tylko kto
tego przestrzega?
KARINA SCHWERZLER,
laureatka nagrody "Serce dla Zwierząt":
Nie potrafię sobie wyobrazić, co czuje pies, który nie może
biegać, wąchać, który tylko nerwowo wskakuje na budę i z niej złazi - to
jest znęcanie się. Pamiętam interwencję w województwie świętokrzyskim. W
gospodarstwie znajdowały się cztery psy, wszystkie razem przywiązane na
krótkim łańcuchu. Przez dziesięć lat ani razu nie zostały z niego
spuszczone. Kiedy je odpięliśmy, nie potrafiły chodzić ani normalnie
siedzieć, były kłębkiem nerwów.

Bambosz, Saba i Sara
FOTOGALERIA
BŁOGOSŁAWIEŃSTWO ZWIERZAKÓW
CZŁOWIEK I PIES (bajka z Republiki
Demokratycznej Konga)
Wśród
wielu zwierząt żyjących w buszu byt również pies. Każde z tych stworzeń
miało swoje życie. Zajmowało określone terytorium i troszczyło się tylko
o siebie. Wszyscy byli zadowoleni z takiego stanu rzeczy. Z psem było
podobnie. Żył
sobie z dnia na dzień, trochę polując, trochę
odpoczywając. Prawdę mówiąc, nic innego nie miał do roboty.
Z
czasem jednak monotonne życie zbrzydło psu zupełnie. Czuł się
osamotniony i nikomu niepotrzebny. Zaczął więc rozmyślać, jakby tu
odmienić swój los. l tak któregoś dnia wpadł na genialny pomysł.
-
A może poszukam sobie przyjaciela? We dwójkę będzie nam raźniej. Problem
jednak w tym, kto mógłby nim zostać? Na pewno ktoś silny i odważny.
Ktoś, kto by się nikogo nie bał.
Pies długo jeszcze rozmyślał nad tą sprawą, ale nic
mądrego nie przychodziło mu już do głowy. Stąd też któregoś poranka
przeszedł do konkretów i udał się na poszukiwania. Na swojej drodze
spotkał najróżniejsze zwierzęta, jednak one na jego widok natychmiast
uciekały i kryty się w gęstych zaroślach.

- Nie
chcecie mojej przyjaźni!? No i dobrze! Widać jesteście zbyt strachliwe,
jeśli się mnie boicie. Ja szukam kogoś odważnego. Kogoś kto będzie dla
mnie oparciem i obdarzy mnie swoją przyjaźnią.
Kiedy
już prawie zwątpił w powodzenie swej misji, stanął przed nim potężny
wół. l nawet nie miał nic przeciwko temu, żeby pies się do niego
przyłączył. W dalszą wędrówkę udali się już razem. Idąc noga w nogę,
szli tak do zmroku. Zatrzymali się dopiero na małej polance i ułożyli do
snu. Pies poczuł się wtedy tak bezpiecznie, że z radości zaszczekał.
- Nie szczekaj, bo przyjdzie pantera
i nas pożre - ostrzegł go wół. Pies natychmiast przestał ujadać. Z żalem
spojrzał na wołu.
- A więc nie jesteś
najodważniejszy? Boisz się pantery? W takim razie to ja dalej muszę
szukać.
l
tak ponownie udał się na poszukiwania. Po pewnym czasie odnalazł
panterę. Rzeczywiście, zwierzę wyglądało groźnie. Jej cętkowana sierść i
ostre kły sprawiały odpowiednie wrażenie. O tak, przy kimś takim można
czuć się pewnie i bezpiecznie. Od tej pory pies stał się jej
nieodłącznym towarzyszem. Nie trwało to jednak długo, bo pewnego dnia
dostrzegł, że jego nowa przyjaciółka dużym łukiem omija terytorium lwa.
Wyraźnie go unikała. Pies wywnioskował, że lew musi być silniejszym
zwierzęciem, dlatego udał się do niego.
-
Słyszałem, że jesteś najodważniejszym i najpotężniejszym stworzeniem w
całej dżungli. Chciałbym, żebyś został moim przyjacielem.
Lew
dumnie wypiął pierś. Mile połechtały go słowa psa, dlatego też nie miał
nic przeciwko temu, aby prowadzić wspólne życie. l tym razem jednak
okazało się, że pies nie miał racji, bo lew pewnego wieczora rozgniewał
się na niego, gdy obszczekiwał przemykającego zająca.
- Cicho bądź, bo usłyszy człowiek i
przyjdzie nas zabić.
l tak
oto pies opuścił lwa i przystał do człowieka. Towarzyszył mu w wędrówce
przez cały dzień, a gdy nadeszła noc, jak zwykle zaczął ujadać. Wówczas
mężczyzna wyszedł z chaty i rzekł:
-
Pewnie jesteś głodny, piesku. Chodź, dam ci coś do zjedzenia.
Pies
pojął wtedy, że człowiek rzeczywiście jest najodważniejszy ze
wszystkich stworzeń na ziemi i od tamtej pory jest jego nieodłącznym
przyjacielem. Przyjaźń ta trwa po dziś dzień...
Świat misyjny, nr 5/08

Psia miłość silniejsza niż śmierć.
2009 rok
Poniższe 4 zdjęcia są z internetu:
Murzynek (6 l.) co dzień siedzi przy grobie swojej zmarłej pani i wyje
wniebogłosy z tęsknoty.
Ta
historia wyciska łzy z oczu. Krystyna Murkowska (62 l.) z Braniewa od
dwóch lat opiekowała się Murzynkiem. Zmarła nagle 22 maja. Pies oszalał
z rozpaczy. - Wył jakby był bity. Chciał biec za ciałem na pogrzeb,
musiałam go zamknąć w mieszkaniu - wspomina Jadwiga Słotwińska, która
zajmowała się pochówkiem.
Po
pogrzebie, kiedy tylko sąsiadka otworzyła drzwi, Murzyn wyleciał jak z
procy i pobiegł na cmentarz.
-
Nie wiem jak on to zrobił, ale od razu znalazł grób Krysi. Nie je, nie
pije i siedzi tam cały czas. Ja nie mogę go przygarnąć, bo mam swoje
zwierzęta. Ale może ktoś go zabierze, inaczej biedak umrze z tęsknoty -
apeluje pani Jadwiga.
Około 6 rano na komendę w Wieluniu zgłosił
się... pies.
Usiadł w poczekalni i czekał. Dyżurny wieluńskiej policji nie wierzył
własnym oczom, gdy do poczekalni wszedł owczarek niemiecki. Rozsiadł się
jak u siebie, a gdy do
komendy
wchodzili policjanci rozpoczynający rano służbę, pies witał ich dumnie
unosząc pysk.
Śledczy szybko skojarzyli, kim może być tajemniczy przybysz.
-
Jeden z kolegów przypomniał sobie, że jakiś czas temu pewna kobieta
zgłosiła zaginięcie jej psa, owczarka niemieckiego o imieniu Ramzes.
Policjanci skontaktowali się z nią - mówi mł. asp. Waldemar Kozera.
Mieszkanka Lubina nie posiadała się z radości, że Ramzes się odnalazł.
Mundurowi zaopiekowali się psem, został nakarmiony i napojony. Po kilku
godzinach przyjechał po niego brat właścicielki z Łodzi.
Okazało się, że ojciec Ramzesa służył kiedyś w policji. Mądre psisko
wiedziało więc gdzie szukać pomocy i na komendzie czuło się jak u
siebie.
Najstarszy pies w Europie
wabi
się Kajtek (21 l.) i mieszka w Gryficach ( woj. zachodniopomorskie). Ze
swoją panią Genowefą Jakubowską (79 l.) dożywa psiej emerytury
Kajtuś ma już 21 lat, a jeden psi rok liczy się za 7 lat ludzkiego
życia. Dlatego, gdyby wiek pieska przeliczyć na ludzkie lata, byłby
równie sędziwy, co 147-letni staruszek. Okazuje się, że starsza od niego
jest tylko jedna suczka z USA!
Kundelek trafił do rodziny Jakubowskich tuż po swoich narodzinach, w
1988 roku. Przez kolejne lata był wiernym towarzyszem nieżyjącego już
syna pani Genowefy, Jerzego Jakubowskiego (+57 l.). – Uwielbiali chodzić
razem na ryby. Kajtek zawsze czekał na niego pod furtką – opowiada
starsza pani.
Lata
mijały i starość powoli zdobiła wesołą mordkę uroczego kundelka siwizną.
Psa bolały stawy i większość dnia marnował na sen. Zęby stracił już
kilka lat temu i zamiast kiełbaski, wcina ze smakiem płatki owsiane na
mleku. Ale najgorszy cios dosięgnął go, gdy półtora roku temu zmarł na
raka jego pan. – Syn na łożu śmierci kazał mi obiecać, że go nie uśpię.
Więc oboje dożywamy swoich lat – mówi wzruszona pani Genowefa.
To,
że Kajtek jest najstarszym psem w Europie, odkryły wnuki starszej pani.
Zachowała się jego metryka i Kajtuś wkrótce trafi do Księgi rekordów
Guinnessa.
Odnalazł się po 9 latach
Muffy, australijski piesek który zaginął 9 lat temu odnalazł się na
farmie 2 tys. km od swojego domu.
Co
za historia! Dziewięć lat temu wyszedł z domu na spacer i zaginął. Jego
właściciele myśleli, że zginął pod kołami jakiegoś samochodu. Tymczasem
Muffy odnalazł się cały i zdrowy na farmie niedaleko Melbourne. Co
ciekawe 2 tysiące kilometrów od miejsca skąd zaginął.
–
Mieliśmy tego psiaka w swojej bazie zaginionych zwierząt. Gdy
kontrolowaliśmy jedną z farm nagle na monitorze naszego komputera
pokazał się napis "Muffy, mieszaniec, zaginął w roku 2000 w Brisbane".
Byliśmy w szoku – opowiada inspektor weterynarii Gail Coulter.
Ale
jeszcze bardziej zdziwieni byli właściciele Muffy'ego, kiedy
poinformowano ich, że ich zguba się odnalazła.
–
Boże! Nie mogłam w to uwierzyć. To była wiadomość życia. Długo się
szczypałam, czy to nie sen. Ale gdy zobaczyłam już Muffy'ego łzy
dosłownie strumieniem płynęły mi po policzkach - opowiada Natalie
Lampard, właścicielka zaginionego psa.
Co
za historia! Dziewięć lat temu wyszedł z domu na spacer i zaginął. Jego
właściciele myśleli, że zginął pod kołami jakiegoś samochodu. Tymczasem
Muffy odnalazł się cały i zdrowy na farmie niedaleko Melbourne. Co
ciekawe 2 tysiące kilometrów od miejsca skąd zaginął.
Psiak
od blisko roku pilnuje grobu swojego pana
Rok
temu na łódzkim cmentarzu na Dołach zauważyli go robotnicy. Mały czarny
piesek siedział, popiskując, przy grobie. Nie dał się pogłaskać ani
wyprowadzić za bramę. Odwiedzający cmentarz mówią, że kundelek pilnuje
grobu swojego pana, między aleją zasłużonych a kaplicą – czytamy w
dzienniku Polska – Dziennik Łódzki. - Zauważyłam tego psiaka na
cmentarzu 1 listopada - mówi Elżbieta Kurmanowicz, która regularnie
przyjeżdża na Doły karmić pieska. Panie, które karmią pieska, twierdzą,
że zwierzak z dnia na dzień jest w coraz gorszej formie, coraz mniej je.
Bogumiła Skowrońska, dyrektor łódzkiego Schroniska dla Zwierząt,
deklaruje pomoc. - Postaramy się jak najszybciej znaleźć suczce dobry
dom - mówi.
Polska - Dziennik Łódzki: Łódź - 14 XI 09
@
Szczęść Boże! Uważam za genialny pomysł włączenia podstrony o
zwierzakach do życia Parafii!!! Niezwykle pouczające i wychowawcze.
Ja też jestem proboszczem i Duszpasterzem Akademickim. Zaczerpnę ideę.
Gratuluję!!!!!
Ks. Jan - Legnica /24
X 09/
http://namitori.pl/wp/
@
@
Szczęść
Boże! Przypadkowo trafiłem na Stronę. Część o psach - rewelacja!
Przypomniała mi stare czasy i moją starą dożycę ADĘ MINĘ (o.Cygan z Brdy
Ujścia, m.Alma Sara z Bermud). Dowcipy z życia czworonogów rozbawiły
nas, a także pozwoliły na refleksję z drugiej strony. To mądre i
profesjonalne dzieło o stworzeniach Bożych. Z Panem Bogiem! Lodzia i
Marek z Wrocławia, 10 X 09.
Aktualizacja podstrony:
24 lutego 2010 13:11
|